Wczoraj byłem po owies u Kolegi z Forum. Wymyśliłem owies nagi w miejsce wymarzniętego pszenżyta. Ma ładne gospodarstwo w terenie górzystym. Ja bym chyba się zapłakał gdyby mi przyszło tam prowadzić gospodarstwo. "Trojaczkiem" po włączeniu wszystkich blokad ledwo z pustą przyczepką wjechałem na podwórko. U siebie tym samochodem wywożę na pole przyczepką nawet 2 tony nawozu. Mam część pola, tzw. "poprzeczne zagony" które kiedyś było orane tak jak w górach, a teraz co jakieś 3 lata tak orzę, ale tam to prawdziwy horror w porównaniu z moim. Pozdrawiam!