Jump to content

Recommended Posts

Posted

Nie obraź się za to co teraz napiszę. Mam podobne podwórko do Twojego, to znaczy jeśli nie wypuszczę kur na łąkę, choć staram się to robić tak często jak mogę, to na terenie który zajmują praktycznie cały czas poza sezonem letnim nie uświadczysz żadnej trawy. Tylko jakieś babki lancetowe, pokrzywy, i kilka innych chwastów, których nazw nie znam. Takie podwórka niestety sprzyjają rozwojowi zarazków. Dla prawidłowej gospodarki takim podłożem należało by przynajmniej raz do roku wymieniać je w całości na pewną głębokość (na pewno 10-15 centymetrów) a to niestety nie jest rzeczą zbyt wykonalną, w sytuacji gdy dysponuje się ograniczonym terenem. :( Zostaje więc nierówna walka.

Moim zdaniem, podkreślam moim zdaniem. Trzymanie na jednym terenie kaczek i kur jest bardzo złym pomysłem, jeśli teren nie jest duży. Kury nie powinny pić wody z tych samych pojemników co ptaki brodzące. Jeśli w stadzie nie ma żadnych chorób, można przymknąć na pewne rzeczy oczy. Jednak że kiedy występują w nim choroby, "klimat" jaki na wybiegu tworzą kaczki dodatkowo sprzyja namnażaniu się chorób u innego ptactwa (głównie grzebiącego, które lubi suche podłoże). Są wprawdzie choroby przypisane wyłącznie danemu rodzajowi ptactwa, jednak że niewłaściwy "klimat" terenu zajmowanego przez ptaki wodne czyni środowisko bardziej podatne rozmnażaniu się bakterii i wirusów. Mam nadzieję, że napisałem zrozumiale, bo nie chce mi się edytować postu. :)

Posted

Ja tu nie widzę nic, za co miałabym się obrazić. U mnie zagrody dla kur są ogrodzone, zero trawy,za siatką kury szwagra, z drugiej strony kury innych sąsiadów. Nie mam możliwośći żeby kurki chodziły wszędzie, bo już nie wrócą do mnie.

Jutro koleżankę podeśle do wet po leki z karteczką.

Posted

Słuchajcie, nie ma co popadać w paranoję. Myko jest w środowisku i koniec. Wilgoć sprzyja jego przetrwaniu i nic z tym nie zrobimy. Nikt nie wymienia podłoża i zarówno kury jak i ludzie żyją. Może okazać się, ze mimo kilku kur z myko reszta będzie zdrowa i nie dojdzie do zakażenia. Najważniejsze to też nie popadać w paranoję,nie przesadzać z witaminami, dbać o warunki i zwierzaki będą się chować. Głowa do góry :) zaraz wiosna, lato i będzie lepiej.

Posted

Poczekaj, bo wspominałaś o tym, że wszędzie z każdej strony ludzie u Ciebie, ale teraz czytam, że w większości to rodzina. Masz takich krewnych, którzy mogą nie wiem jak to napisać, ukraść Twoje ptaki kiedy do Nich pójdą? Nie pojęte. Ja oddaję kury sąsiadom jeśli do mnie przyjdą, Nie wyobrażam sobie jeszcze z krewnymi żreć się o swoje ptaki.

Posted

Napiszę jeszcze coś. Znam kogoś u kogo kwoka która wykluła 15 piskląt harczała (nie było to spowodowane połknięciem czegoś, tylko najprawdopodobniej jakimś nieżytem) na całego w momencie kiedy lęgły się pisklęta i po ich wykluciu się była ich matką. Co dziwne, kurczęta odchowały się wszystkie jak jeden (z tym że wybieg po którym chodziły tuż po wykluciu był cały zielony. Właściwie gdzie by nie poszły miały łąkę. Podejrzewam, że coś w tym być musi, bo ani kura ani tym bardziej kurczęta żadnego leku nie dostały (rękę sobie daję uciąć, bo znam właścicieli tych ptaków). Natomiast u mnie kurczęta chuchane, dmuchane, trzymane w cieple po wykluciu, które jednego dnia zaczęły kichać, na drugi dzień potrafiły zmniejszyć liczebność z 60 do 30 sztuk. Wniosek z tego taki, że ten kto nie zauważa problemu traci mniej. Nie wyobrażam sobie jednak siebie nie podającego leku w sytuacji gdy zauważam oznaki choroby w stadzie.

Posted

Bo to jest tak, że jak dzieciak lata w majtkach w mróz do obory to jeden ojciec poleje go wodą za karę i taki dzieciak nawet kataru nie złapie, a drugi przy 15 stopniach pięć sweterków wkłada, a dzieciak wciąż zakatarzony, z wysypkami etc. Ze zwierzętami to samo. Moim zdaniem najważniejsze to nie przeginać w żadną stronę. 

Posted

Iza ja właśnie z autopsji pisałam...:)  taak, mój Tata miewał specyficzne pomysły ze wrzucaniem do wody, żeby nauczyć się pływać albo sadzaniem na motorze i...zapominaniem, ze jedzie się z dzieckiem przez co sąsiadka mnie znalazła w rowie i zaryczaną i podrapaną przyprowadziła do domu :) 

Posted

O to mój wujek był lepszy. Tak zachlał, że mnie mającego wtedy nie więcej niż 5 lat wsadził samego do autobusu i kazał jechać 20 km do domu. Dobrze że kierowca człowiek z sercem się mną zajął, bo inaczej nie wiem gdzie bym dojechał. Ech wódka, wódka. :)

Ale z tym upadkiem z motoru żartujesz? Jak ktoś mógł Cię zgubić i nie wiedzieć że to miało miejsce. :) Miałaś przygodę na resztę życia. Pewnie teraz tacie przy każdej okazji wypominasz. :) :)

Posted

Powiem Wam, że chciałbym się nie przejmować chorobami zwierząt, ale nie potrafię. Jak płachta na byka działają na mnie odgłosy które wydają chore ptaki lub widok ptaka który pomimo mnóstwa zastosowanych środków nie dochodzi do zdrowia. Chciałbym przechodzić obok tego z mniejszym zaangażowaniem, ale nie mogę. Widać ryby już tak mają. :)

 

Musimy nanieść kiedyś na mapę nasze lokalizację i wyznaczyć jakiś środek tych punktów, żeby się spotkać face to face na szklance mleka koziego na przykład. :)

Kto jest za, ręka do góry.

Posted

Normalnie, sadzasz dzieciaka co waży 15 kg za sobą, ja zawsze byłam za mała i za lekka w stosunku do swojego wieku, a po paru km z radości z przejażdżki zapominasz o wszystkim i jedziesz trochę za szybko, przez co dziecko nie daje rady się utrzymać i sobie zjeżdża do tyłu. Nic mi nie było, skórę z łokcia sobie zdarłam i tyle. Nikt nie miał czasu rozczulać się nad dziećmi, bo pracy było od groma, dzieciaków trójka małych i prawda była taka, że trochę samopas się wychowaliśmy i nikomu nic nie urwało, a życia i odpowiedzialności nauczyliśmy się szybciutko, to dobry kapitał w dorosłe życie. A głodni i brudni nie biegaliśmy więc pretensji nie ma o co mieć :)

 

za spotkaniem jestem ja, za szklanką tyż :P

Posted

ja Was tylko podczytuje, bo własnie mobilizuję całe siły na FB, i pisze do każdego znajomego który nie polubił zdjęcia, PW z taką prośbą :D

Dominiko, masz rację, kiedyś dzieciaki może i trochę samopas, ale nie sa takie lewe do życia jak te dzisiejsze...

Robert, jak emusie? :D

Posted

Aniu i tak trzymaj;-)

A emu do spania się szykowały jak wróciłem do domu dałem jeść i pić, jeden jest wyraźnie większy i najbardziej aktywny;-) ogólnie z tych trzech jestem zadowolony;-) w sobotę zrobię świeże fotki to wrzucę na forum;-)

Posted

witam

Dawno mnie nie było ale sporo pracy i jeszcze troszkę spraw rodzinnych się nawarstwiło. Starałem się czytać co piszecie ale ostatnie dni nie dałem rady zajrzeć na forum.

Teraz jestem zmuszony aby podpytać Was troszkę.

Zaczęły mi się kluć dziś małe kaczuszki. Termin był na sobotę. Nie wiem ile ich będzie (na razie widać dwie). Troszkę problemów było z moją kwoką. Jednego dnia coś jej się pomerdało i usiadła na jajkach obok. Po paru godzinach przełożyłem ją na miejsce. Bałem się, że mogą być problemy z kluciem. No ale....

 

Pytanko mam co im dawać do jedzenia? Płatki owsiane, gotowane jajko, zielenina chyba za wcześnie?

Posted

Robert, witaj :)

moje na "dzień dobry" dostały paszę gotową ze sklepu. po 3 dniach jak już wszystkie były na świecie, serek jajeczny z płatkami owsianymi. ale cały czas głównym jedzonkiem jest pasza. i tak zostanie do 3 tygodnia życia.

Robert, no to czekam na zdjęcia emusiów :D

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Loading...
×
×
  • Create New...