Anno, nie koniecznie ktoś mi to sprzedał, z tego co się dowiedziałam dziś, otóż wywiad tak jakby środowiskowy przeprowadziłam. I wyszło szydło z worka. Nie koniecznie zakupiłam kury z fermy z chorobą, jest wiele ALE. Do czego dąże, otóż wydało się, że po tym terenie, zanim tu dotałam, chodziły kury z takim obrzękiem głowy. Właściciel nie dbał o nie, padły to padły, nie to nie. Kury leczone nie były nigdy, ponoć przechodziło im po czasie albo i nie. Strat dużych nie było. Dosłownie mi powiedziano, że kurom lało się z oczu, zklejały się. Zdziwiłabyś się kto miał takie kury...ręce mi opadają. Gdybym tylko wcześniej wiedziała o tym, może inaczej by to wszystko się potoczyło. Mało tego, lęgły się kurczaki z białą biegunką też i chorobami skórnymi. Jestem ciekawa, co jeszcze wyjdzie na jaw. Te bakterie są bankowo wszędzie, jak to bakterie.