wiejskieżycie
Użytkownik-
Posts
2440 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
11
Content Type
Profiles
Forums
Gallery
Events
Everything posted by wiejskieżycie
-
Czy Ty jeszcze coś wysiadujesz? U mnie 2 kury bardzo by chciały, ale nie pozwolę im. Za żadne skarby. Dość tego dobrego. Trzeba już odchować to co jest i puścić sezon w niepamięć. Zapominam Wam napisać, że moje indyki uwielbiają oset. Dzięki czemu siłą rzeczy, wprawdzie nieco później niż bym mógł, ale jednak całe to zielsko jest skarmiane. Na sieczkarnię rach ciach i indyki happy. Ale nie ma tego dobrego. Bo pola nie rozciągnę, a już kończę rwanie ostów. Gdyby tak samo chciały jeść koniczynę. Niestety widzę, że nie specjalnie im podchodzi.
-
Na wtorek mam zamówienie na 20 kg ogórków. Zbiorę wszystkie jakie będą i pozwolę sobie wybrać. Cena nie została zakwestionowana. Oby tylko obrodziły. Pod tym względem akurat choćby lekka zmiana temperatury o kilka stopni w dół, nie zaszkodziła by. Ale poza tym, takie lato właśnie chcę. Oby jak najdłużej. Wszystkie ptaki od rana do wieczora chodzą po podwórku. I tak powinno być już dawno.
-
Już nawet posunąłem się do tego, że sprzedałem je za 3 zł wszystkie mojej mamie, bo niektóre Babki pamiętające wojnę twierdzą, że to pomaga jeśli hodowla nie idzie. Tonący brzytwy się chwyta.
-
Współczuję. U mnie też kolejne padną. Podobno słońce leczy, pokrzywa jest naturalnym antybiotykiem, twaróg, maślanka, kwaśne mleko pomagają. To wszystko im zapewniam, ale co z tego. Serca im nie oddam. Nie wiem czy wspominałem wcześniej, że zrywanie ogórków zajmuje mi 70 minut. Mam ustalone, że robię to dzień w dzień o godzinie 11. Wtedy już smali, ale wtedy mam czas. Aha. Postanowiłem sobie, że więcej w indyki nie zainwestuję. Albo przezwyciężą impas, albo stracę je wszystkie. Nie pozwolę sobie po raz kolejny na pchanie setek złotych w coś, w ciemno, bo na fachową ocenę nie mam co liczyć. Niech się dzieje wola nieba.
-
Mam chwilową przerwę w pracy przez upały. Tylko wodę i paszę uzupełniam. Nie chce mi się liczyć dokładnie, ale moje stado ptasie w tym momencie liczy ponad 160 osobników. Nie wiem czy to dużo czy nie. Zastanawiam się czy nie darować sobie dalszej uprawy kapusty. Chcąc ją mieć musiałbym zacząć już zbierać potomstwo Bielinków, bo zauważyłem dzisiaj, że się pojawiły, a jako że chcę mieć wszystko ekologiczne, muszę wygospodarować dziennie dodatkowo z 2 bite godziny na to. Tylko, że to raczej niewykonalne. W największe słońce nie pójdę. Rano nie dam rady, bo poranny obrządek zajmuje mi niemal półtorej godziny. Po wieczornym zamknięciu ptaków nie mam już sił, a i nie specjalnie wiem jaka może być cena kapusty jesienią, więc nie wiem czy warto sobie nią zawracać głowę. Mi wystarczy, a uprawiać i później po 20 groszy sprzedawać, dla mnie jest nie do przyjęcia.
-
Ludzie pytają mnie o to czy mam na sprzedaż kurczęta. Najlepiej kurki i kogutki, a Ja nie mogę niczego sprzedać, bo mam prawie same koguty. Z moich Białoczubków z 10 pierwszych wyklutych jest 5 kogutów. Kurki zostawiam sobie, bo z czego rozmnożę stado w przyszłości. Z kolejnych 5 jest chyba tylko jedna, a z tych od kogoś chyba też nie lepiej na 10 osobników. Super nie. Z 13 kurcząt Leghornów, Tęczanek, Leghorno-Tęczanek łącznie, są 4 kurki. Kogutki piękne, ale po co mi ich tyle. Nie sprzedam ich pojedynczo, a kurek nie dorzucę, bo wykluły się z jajek z prezentu od kogoś, więc mowy nie ma. Ciekawe co będzie z kaczkami. Tam przynajmniej kaczory są bardziej poszukiwane, bo są większe. Z 8 pierwszych jest ich chyba 5. Kaczki chwilowo mam tanie w utrzymaniu. Te starsze jedzą w dzień wyłącznie rzęsę i liście buraków, za którymi nie mogą się zesrać. Tylko na noc dostają śrutę.
-
Po złotówce. U mnie zboże jest bardzo drogie. Swojej pracy już nie liczę. W sezonie letnim, w zasadzie od wiosny poczynając, zapominam jak się nazywam, tyle mam zajęć w podwórku. Nikomu na siłę nie wciskam niczego, ale też nie pozwolę się doić. Ogórki w sklepie szmaty. Ludzie dzwonią i pytają czy sprzedam po 1,70 choć w sklepach najtańsze kosztują 3. Moje nie widziały grama nawozu nieorganicznego ani żadnego oprysku i Ja mam tak bardzo z ceny zejść. Niedoczekanie. Do mnie jak ludzie dzwonią i pytają o ogórki, to po godzinie przyjeżdżają po odbiór. Ogórki prosto z pola. Z fasolką szparagową nie mam co robić. Bo chętnych brak. W sklepie cena powyżej 6 zł. Ja chcę 4,5 a i tak nie mogę nic sprzedać. Więc korzystają kury, bo dostają świeżutką ugotowaną. Uwielbiają ją, więc czemu nie. Właśnie kurczakom ugotowałem kilogram kaszy pęczak. No czy mogą mieć lepiej.
-
Indyk zdechł. Już został spalony. Czekam aż zdechnie kolejny, bo w tej chwili 3 następne chodzą niewyraźne. Zarobek dnia 40 zł za 40 jajek, 25 zł za ogórki. Strata indyka wartego ponad 40 zł. Oby tak dalej, to już w ogóle będę na minusie. Jutrzejszy zbiór ogórków oddaję znajomej. Prawie cały. W niedzielę robię przetwory siostrze. W poniedziałek zastanawiam się co ze zbiorem robić, a na wtorek mam zamówienie na kolejne 20 kg. Jedynie to mnie cieszy. Mój zając dzisiaj z tego samego miejsca mnie zaskoczył. Pewnie ten sam.
-
Cześć. Dzień zaczynam jak zwykle. Od strat. Indyk czternasty właśnie zdycha. To już stan agonalny. Ja go nie zabiję, ale jeśli do 12 nie padnie, to zostanie skrócony o głowę. Mam tak dość tego wszystkiego, że w głowie się nie mieści. Wszystkie najgorsze plagi egipskie moją hodowlę niemal nawiedzają. Mówię Wam, tak bym chciał, żeby całe stado szlag trafił jednej nocy. Wolę to, niż oglądać zdrowe ptaki, a po dniu, dwóch patrzeć jak zdychać zaczynają. Człowiek ma w końcu jakiś limit wytrzymałości. Hoduję ptaki od 23 lat i odkąd pamiętam nigdy nie miałem spokojnego roku. Wczoraj uprzątałem kurnik. W największe słońce wyrzuciłem 7 taczek. To tak jak by wyrzucić dwa razy tyle. Wcześniej zwyczajnie brakowało mi czasu, ale wczoraj już nie wytrzymałem i pomimo upału się ogarnąłem. Młodzieży wyrzucam co dziennie lub co 2 dni, ale dorosłym tak jakoś schodziło. Indykom czyszczę skojec dzień w dzień. Podobnie jak kurczakom. Ale z tymi pierwszymi jak widać to praca na marne.
-
Poprawka. Kury zniosły dzisiaj o 2 zł więcej.
-
Dzisiaj na moje ogłoszenie w sprawie sprzedaży ogórków odpowiedziała jakaś kobieta, która miała nadzieję, że za jednym razem jestem w stanie dostarczyć Jej tyle ogórków, żeby mogła załadować całego tira. Skąd kobiecina wiedzieć mogła, że moje ogórki są dla koneserów. Takie ilości to nie w moim zasięgu. Może dyni na jesieni będzie tir, ale po co komu tyle dyni.
-
Dzisiaj miałem przygodę w czasie rwanie ogórków. Dosłownie spod nóg wyskoczył mi młody zajączek. Siedział metr od kapusty, więc nie trudno będzie się domyślić kto wyrządza w niej szkody, jeśli do takowych dojdzie. Chyba bardziej wystraszył mnie niż sam siebie. Nawiasem mówiąc zebrałem dzisiaj prawie 25 kg ogórków. Wszystko sprzedałem z domu jednej osobie. Oby tak dalej. Trzymajcie kciuki, to chociaż w ten sposób dołożę sobie trochę do zboża. Jajek dzisiaj było 23, wczoraj 17, przedwczoraj 27, ale jest taka duchota, że nic dziwnego, że są takie skoki z nieśnością. Kolejny indyk mi zdycha. Nie mam już zupełnie siły do nich. Rozmawiałem dzisiaj z właścicielem fermy indyczej. Hoduje indyki brojlery. 70 000 sztuk piskląt sprowadza z zagranicy za jednym transportem. Zdarza się, że w jeden dzień pada Mu 900 sztuk. W zasadzie przelicznik taki jak u mnie, tylko On to odczuje bardziej niż Ja.
-
No i kolejny indyk do piachu. Żyć nie umierać.
-
Współczuję. Nic nie denerwuje hodowcy bardziej niż straty w stadzie. Niestety u mnie będą się jeszcze ciągnęły i ciągnęły.
-
Właśnie znalazłem truchło martwe w zagrodzie. 12 osobnik z 53, więc rachunek prosty. Nie wiem czy wspominałem, że z 10 które komuś podarowałem padło 7. Ewidentnie wina leży po stronie indora i tego, że ludzie za nic mają sobie uczciwość i honor. Sprzedają coś wiedząc, że jest chore. Chyba powinienem zacząć robić identycznie, bo w końcu mną nikt się nie przejął i z czystym sumieniem sprzedał mi w podwórko syf.
-
Hej. Iza, ta perliczka z fotografii to na moje oko czekolada. One chyba tak wyglądają jak są młodsze. Później się wybarwi. Silek mam 7 i chyba 5 kogucików na 2 kurki. U mnie to też wygląda tak, że są większe. Ale i większe grzebyczki mają. Nie wiem jakie mają Twoje, bo moje to istne czyste przedstawicielki rasy. Żadne grzebyczki jak u niosek tylko takie grzybki. U mnie też ciągłe straty. Indyki słabną w oczach, po czym męczą się około tygodnia i zdychają lub są dobijane. Padają zarówno najmłodsze jak i najstarsze. Nie ma reguły. Nie ma jej też w przypadku matek, bo padają wszystkie kolory. Wina ewidentnie leży po stronie indora. Życzę jak najgorzej jego poprzedniemu właścicielowi, jeśli o hodowlę chodzi. Jak taki nie jestem, to jednak tak właśnie temu komuś nie życzę. Zgotował mi piękny los z tegorocznym stadem indyczy. Rzygać się chce, dosłownie. Miał być zarobek, a tymczasem 11 indyków już nie ma. Jeden właśnie dogorywa. Kolejne 3 w kolejce. Żyć nie umierać. Człowiek sobie ręce niemal zrywa i od gęby odejmuje, żeby na czymś zarobić i kupuje co najlepsze, żeby dziadostwo rosło, a i tak zawsze wychodzi nie tak jak by się chciało. Każdy taki indyk, to dla mnie strata i to nie mała. Dorosłe 100 zł, to już nawet nie wspominam. Ale takie które padają to już 40-50 zł. I z czego tu się cieszyć. Ogórki sprzedaję z pola. Nie wiem jak u Was zbiory. Ja cenię się po 2,50 zł za kilogram ogórków w 100 % bez grama czegokolwiek szkodliwego. W sklepie cena waha się do 3,50 nawet, więc uważam że nie zdzieram. Zacząłem od 1,70, ale stwierdziłem, że nie ma co ludzi sponsorować. W polu ryłem jak głupi. Jeśli nie sprzedam ich, to kury chętnie wszystkie zjedzą. Dzisiaj zebrałem 19 kg, a to dopiero początek.
-
Mamy na forum Michała=Grzegorza? U mnie ciągle pogoda pod psem. Wszystko w skojcach siedzi. Nie wyrabiam ze ścieleniem, bo choć wyrzucenie dzień w dzień ściółki spod ptaków nie nastręcza mi żadnych problemów, o tyle zdobycie kolejnego balotu słomy do żniw już tak. Karmię kaczki rzęsą. Mam cały staw po sąsiedzku do dyspozycji i działam. Gratuluję wszystkich nowych ptaków w Waszych zagrodach.
-
Moje tak samo oblatują i wybieg i skojec. Nie ma dla nich płotu. Tak wyglądały w sobotę. Dziś to nie te same ptaki.
-
U mnie już nic się nie wykluje, choć jest jedna maksi kwoka w postaci indyczki. Nie dla mnie już ten czas na lęgi. Tak dogadzam kurczakom, że wyciąłem im cały szczypior jaki miałem na polu. Nie sądziłem, że tak bardzo polubią coś, czego wcześniej nie jadły. Dobrze, że będziesz miał chociaż parkę. Ale tak czy inaczej proponuję abyś wymienił jedno lub drugie lub dokupił na przykład indyczkę i wtedy jeśli ta będzie się dobrze niosła wykorzystał tylko jajka od niej, tak żeby nie praktykować chowu wsobnego.
-
Miałem jeszcze przynieść koniczyny z pola ptakom, ale po deszczu nawet w gumofilcach nijak wejść w pole.
-
Hej. Po południu taka nawałnica przeszła nad moim podwórkiem, że nie pamiętam takiej jak żyję. W jednej chwili zrobiło się szaro, a co mniejsze drzewa niemal leżały. Pogodę w tym roku mam taką w sezonie lęgowym i odchowu piskląt, że nikomu kto tak jak Ja zajmuje się drobiem takiej nie życzę. Indyki pomimo najszczerszych chęci i na prawdę ogromu pracy jaką w nie włożyłem bardzo podupadły mi na zdrowiu. A mają wszystko co najlepsze. Kupuję im i gotuję makarony, ryż, kaszę, do tego twaróg i pcham ile się da, a jednak ptaki marnieją w oczach i padają. Stado okroiło się o 10 sztuk. Dzisiaj zdobyłem około 10 litrów mleka prosto od krowy. Mam nadzieję, że uda się je przerobić na twaróg, bo kostka 200 gram kosztuje 2,50 zł. Ptaki kiszą się w skojcach. Uprzątanych dzień w dzień i w suchym non stop, jednak wiecznie zamknięte. Nie przemokły ani razu, nie siedzą w wilgoci, nie mam bladego pojęcia o powodzie ich kiepskiej kondycji. Podejrzewam jedynie słabą jakość indora który jest ojcem całego mojego stada.
-
Nigdy nie skracałem i pomijając rok ubiegły kiedy wszystko przez pogodę rosło tak jak w tym roku, dynie pięknie mi się zawiązywały. Jest ich tyle w tym roku wsadzonych w pole, że nie ma znaczenia jak duże będą, bo i tak kilkanaście gęsi i kaczek ich nie zje, jeśli oczywiście coś się w końcu zacznie zawiązywać. W zasadzie, to w te dynie już nie ma jak wejść. Co najwyżej mogę skrócić jakieś pędy z brzegu, ale z doświadczenia z lat ubiegłych wiem, że to tylko niepotrzebne robienie sobie pracy. Przynajmniej u mnie. Jeśli zacznie się zawiązywać będzie dynia. Część pędów przytnę na pewno, ale tylko dlatego, że będą się kładły na nie moją drogę.
-
Moje uprawy 2015. Pole czyste, krzaki rozłożyste, ale tam gdzie powinny być owoce, same pustki. http://wiejskiezycie.flog.pl/wpis/10296730/#w
-
Moje najmłodsze gęsie i kacze pisklęta.
-
Coś mi dzisiaj przeszło przez myśl. Mianowicie. Chciałbym wrócić do hodowli gołębi, staropolskiej odmiany pocztowych gołębi i właśnie zastanawiam się czy zawracać sobie głowę tym, że one bądź co bądź będą robiły kupki na dachy sąsiadów, przez co obawiam się że mogę usłyszeć kilka nieprzyjemnych zdań. Ale z tym zamiarem się noszę od jakiegoś czasu i nie wykluczone, że coś się zadzieje do zimy.